Przy filiżance kawy

artur_warzocha_przy_filizanceCo mnie zachwyca…

Czyli kulturalna rozmowa z Arturem Warzochą, kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta Częstochowy.

Na ekranie…

Spośród wielu dobrych filmów, które ostatnio obejrzałem, chciałbym wyróżnić melodramat „Ona” w reżyserii Spika Jonze’a. Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, a główny bohater (Joaquin Phoenix jako Theodore Twombly), pisarz o spokojnym usposobieniu, będący na życiowym zakręcie, zachwyca się poznaniem „Samanthy” – intuicyjnego systemu operacyjnego o kobiecym głosie (zmysłowy dubbing w wykonaniu Scarlett Johansson), w którym zakochuje się „po uszy”. Szybko okazuje się, że tajemnicza bohaterka „adoruje” ponad ośmiuset takich naiwniaków, jak on. Ekranizacja tej przyszłościowej wizji daje dużo do myślenia, szczególnie w perspektywie współczesnych uzależnień od sieci i komputerów, które mają wymiar globalny, i niestety realistyczny.

Na deskach teatru…

Jakiś czas temu byłem w Teatrze „Kwadrat” na komedii pt. „Mój przyjaciel Harvey” Mary Chase, w reżyserii Marcina Sławińskiego. Wśród doborowej obsady miałem okazję podziwiać na scenie Jana Kobuszewskiego w roli głównej i był to jeden z ostatnich występów na deskach teatru tego Wielkiego Aktora, który w ubiegłym roku zakończył już karierę. Wracając do samej sztuki, to komedia gagów i pomyłek, śmieszna do bólu, której akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym, okraszona masą zaskakujących sytuacji oraz świetną grą aktorską Andrzeja Najmana, Renaty Dancewicz, Wojciecha Pokory i Ewy Ziętek.

Na regale…

Kiedyś myślałem, że moje życie dzieli się na czas, kiedy nie czytałem „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa i czas, kiedy tę lekturę miałem już za sobą – a potem jeszcze tak pięć razy, do tej pory! (śmiech). Dotychczas nic mnie tak nie urzekło, jak właśnie ta wielowarstwowa powieść. Jednak całkiem niedawno przeczytałem książkę, która zrobiła na mnie porównywalne, jak tamto wrażenie – „Ślady krwi” Jana Polkowskiego. W historię głównego bohatera wpisane są skomplikowane losy wielu Polaków, ich radości i zawody, nadzieje i tragizm narodowej tożsamości. Fabuła płynie wartkim nurtem i jest pełna nagłych zwrotów akcji. Polecam!

Na koncercie…

Ostatnio powaliła mnie na kolana płyta „J.S. Bach: Cantatas” w wykonaniu zespołu pod dyrekcją holenderskiego dyrygenta i klawesynisty Ton’a Koopmana. Ten jegomość jest w muzyce wyznawcą teorii autentyzmu, co oznacza, że jako muzyk szuka tego prawdziwego, autentycznego brzmienia dzieł dawnych mistrzów. Dlatego śpiewacy w jego zespole odtwarzają muzykę według wszelkich prawideł minionej epoki, a skład orkiestry i same instrumenty są takie, jak opisał to w swoich partyturach kompozytor. Słowem, warunki muszą być takie same. A co do kantat Mistrza Jana Sebastiana, to jest to muzyka tak nieziemska, że chyba dopóki świat istnieje, nie narodzi się człowiek, który znajdzie do niej właściwy kod. Muzyka Bacha, to zjawisko jedyne, niepowtarzalne i (co najcudowniejsze) niepojęte, dlatego nie powinno się jej nawet próbować zrozumieć. Można się nią tylko zachwycać tak, jak zachwycać się można obserwując kosmos i gwiazdy przez lunetę. Więcej nie trzeba.

źródło: Gazeta Częstochowska